Ojciec i Syn
"Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca" - oświadczył Jezus. A do Apostoła Filipa, który chciał "tylko", aby Jezus pokazał im Ojca, powiedział: "Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie?".
To nie jest proste. To nie jest łatwe do wierzenia. "Nie wyznajemy trzech bogów, ale jednego Boga w trzech Osobach: Trójcę współistotną" - przypomniał Synod Toledański XI w roku 675. ""Ojciec", "Syn", "Duch Święty" nie są tylko imionami oznaczającymi sposoby istnienia Boskiego Bytu, ponieważ te Osoby rzeczywiście różnią się między sobą: "Ojciec nie jest tym samym, kim jest Syn, Syn tym samym, kim Ojciec, ani Duch Święty tym samym, kim Ojciec czy Syn"" - wyjaśnił. Trzy Osoby Boskie różnią się między sobą relacjami pochodzenia: "Ojciec jest Tym, który rodzi; Syn Tym, który jest rodzony; Duch Święty Tym, który pochodzi" - wyjaśnił Sobór Laterański IV w roku 1215.
"Rzeczywiste rozróżnienie Osób Boskich - ponieważ nie dzieli jedności Bożej - polega jedynie na relacjach, w jakich pozostaje jedna z nich w stosunku do innych" - przypomina Katechizm Kościoła Katolickiego i znów odwołuje się do ustaleń z Toledo: "W relacyjnych imionach Osób Boskich Ojciec jest odniesiony do Syna, Syn do Ojca, Duch Święty do Ojca i Syna; gdy mówimy o tych trzech Osobach, rozważając relacje, wierzymy jednak w jedną naturę, czyli substancję".
Dalej w Katechizmie czytamy: Rzeczywiście, "wszystko jest (w Nich) jednym, gdzie nie zachodzi przeciwstawność relacji". Z powodu tej jedności Ojciec jest cały w Synu, cały w Duchu Świętym; Syn jest cały w Ojcu, cały w Duchu Świętym; Duch Święty jest cały w Ojcu, cały w Synu"". Tym razem cytaty pochodzą z ustaleń Soboru Florenckiego, z roku 1442...
Wśród studentów teologii krąży żart, że idealny temat racy magisterskiej brzmi: "Trójca Święta bez tajemnic". Ale przecież wiara jest właśnie zgodą na tajemnicę. Wiara polega na przyjęciu, że Jezus jest w Ojcu, a Ojciec w Nim, tylko dlatego, że On tak twierdzi...
Ojciec i Syn
"Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca" - oświadczył Jezus. A do Apostoła Filipa, który chciał "tylko", aby Jezus pokazał im Ojca, powiedział: "Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie?".
To nie jest proste. To nie jest łatwe do wierzenia. "Nie wyznajemy trzech bogów, ale jednego Boga w trzech Osobach: Trójcę współistotną" - przypomniał Synod Toledański XI w roku 675. ""Ojciec", "Syn", "Duch Święty" nie są tylko imionami oznaczającymi sposoby istnienia Boskiego Bytu, ponieważ te Osoby rzeczywiście różnią się między sobą: "Ojciec nie jest tym samym, kim jest Syn, Syn tym samym, kim Ojciec, ani Duch Święty tym samym, kim Ojciec czy Syn"" - wyjaśnił. Trzy Osoby Boskie różnią się między sobą relacjami pochodzenia: "Ojciec jest Tym, który rodzi; Syn Tym, który jest rodzony; Duch Święty Tym, który pochodzi" - wyjaśnił Sobór Laterański IV w roku 1215.
"Rzeczywiste rozróżnienie Osób Boskich - ponieważ nie dzieli jedności Bożej - polega jedynie na relacjach, w jakich pozostaje jedna z nich w stosunku do innych" - przypomina Katechizm Kościoła Katolickiego i znów odwołuje się do ustaleń z Toledo: "W relacyjnych imionach Osób Boskich Ojciec jest odniesiony do Syna, Syn do Ojca, Duch Święty do Ojca i Syna; gdy mówimy o tych trzech Osobach, rozważając relacje, wierzymy jednak w jedną naturę, czyli substancję".
Dalej w Katechizmie czytamy: Rzeczywiście, "wszystko jest (w Nich) jednym, gdzie nie zachodzi przeciwstawność relacji". Z powodu tej jedności Ojciec jest cały w Synu, cały w Duchu Świętym; Syn jest cały w Ojcu, cały w Duchu Świętym; Duch Święty jest cały w Ojcu, cały w Synu"". Tym razem cytaty pochodzą z ustaleń Soboru Florenckiego, z roku 1442...
Wśród studentów teologii krąży żart, że idealny temat racy magisterskiej brzmi: "Trójca Święta bez tajemnic". Ale przecież wiara jest właśnie zgodą na tajemnicę. Wiara polega na przyjęciu, że Jezus jest w Ojcu, a Ojciec w Nim, tylko dlatego, że On tak twierdzi...
Trwanie
"Nic nie może przecież wiecznie trwać
Co zesłał los trzeba będzie stracić
Nic nie może przecież wiecznie trwać
Za miłość też przyjdzie kiedy nam zapłacić".
Tak śpiewała Anna Jantar. Niektórzy z przerażeniem przypominali tę jej piosenkę po tym, gdy piosenkarka zginęła w katastrofie lotniczej w Lasach Kabackich.
Co to w ogóle znaczy "trwać"? Są dwa znaczenia. Jedno: "trwać to istnieć lub odbywać się przez jakiś czas". Drugie: "trwać to pozostawać w niezmienionej sytuacji albo pozycji". Które miał na myśli Jezus, gdy mówił: "Trwajcie we Mnie, a Ja w was trwać będę"? I co ma trwanie wspólnego z owocowaniem?
"Pragniemy, żeby miłość trwała, a wiemy, że nie trwa, choćby cudem miała trwać przez całe nasze życie, i tak urwie się w jakiejś chwili. Żadna istota, nawet najbardziej kochana, nigdy do nas nie należy. Na okrutnej ziemi, gdzie kochankowie umierają czasem rozdzieleni, a rodzą się zawsze z dala od siebie, absolutna komunia na cały czas życia jest niemożliwym żądaniem" - uważał Albert Camus. Ale stwierdził też, że "Trzeba tylko iść naprzód, w ciemnościach trochę na oślep i próbować czynić dobrze. Jeśli zaś idzie o resztę, trwać i zdać się na Boga".
"Czy będziesz trwał przy mnie, gdy będę stara i brzydka?" - zapytała dziewczyna swojego chłopaka. Spojrzał na nią zaskoczony. "Jak to?" - zapytał trochę bez sensu. "Nie zawsze będę taka piękna i seksowna. Chcę wiedzieć, czy również wtedy, gdy to, co widzisz, przeminie, będę mogła na ciebie liczyć". Chłopak długo nie odpowiadał. Wreszcie powiedział jak uczeń recytujący wyuczoną lekcję: "Dla mnie zawsze będziesz piękna i seksowna". Dziewczyna miała łzy w oczach. Miesiąc później się rozstali.
"Nie ma zwycięstwa, które by trwało" - twierdził Antoine de Saint-Exupéry. A francuski pisarz pochodzenia rumuńskiego Emil Cioran napisał: "Trwać to umniejszać się; istnienie to utrata bytu".
Jezus powiedział, że trwać w Nim, to owocować. "Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony, jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją i wrzuca do ognia i płonie". Brak trwania w Jezusie, to brak owoców. "Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami". Owocuje się nie dla siebie.
Pokój
"Walka o pokój jest jak pieprzenie w imię dziewictwa" - napisała Cecelia Ahern w książce "PS. Kocham Cię". Ostre sformułowanie. Dosadne. I wydaje się sensowne. Bo przecież walka w powszechnym rozumieniu jest zaprzeczeniem pokoju.
"Jak zachować pokój, pozostaje - niestety - tajemnicą wojskową - twierdził Zarko Petan, reżyser urodzony przed II wojną światową w Słowenii, czyli w Jugosławii, która po ostatniej wojnie domowej legła w gruzach" - pisał osiem lat temu tygodnik "Wprost" i dodawała: "Granaty i strzały, które padły z tłumu Serbów, raniąc 15 polskich policjantów z misji pokojowej ONZ, nie zniechęcają nas do "walki o pokój". Aż 66 proc. obywateli uważa, że nadal powinniśmy brać udział w misjach pokojowych. 59 proc. respondentów poparłoby decyzję bliskiej osoby o wzięciu udziału w takiej misji".
A więc jednak przekonanie, że da się pokój wywalczyć nie jest zjawiskiem marginesowym.
"W czasie pamiętnej pielgrzymki Jana Pawła II na Kubę, jednym z jej szczególnych momentów była Msza św., którą sprawował dla miliona Kubańczyków na Placu Rewolucji w Hawanie" - wspomina w "Bibliotece Kaznodziejskiej" ks. Kazimierz Zdziebko OMI. "Oto nadszedł moment, kiedy Ojciec św., patrząc na siedzącego w pierwszym rzędzie Fidela Castro, dobitnie wyakcentował wezwanie: „Przekażcie sobie znak pokoju!”. Ten wydawał się być zmieszanym, jakby nie rozumiał o co chodzi papieżowi. Bo przecież kto jak kto, ale on całe życie poświęcił walce o pokój… I oto nagle, przed jeszcze bardziej zaskoczonym Komendantem, stanęła niepozorna zakonnica, która nie wiadomo jak, ominęła szczelny kordon ochroniarzy. Stanęła i wyciągnęła w jego stronę rękę na znak pokoju! W tej chwili nie było już ważne to, że tą ręką, którą uścisnęła zakonnica, on podpisywał wyroki śmierci na duchownych i wiernych świeckich, dekrety delegalizujące Kościół i wszelkie przejawy religijności. W chwilę później stali już przed nim kolejni księża i zakonnice".
Czy zdarzył się kiedykolwiek na ziemi dzień całkowitego pokoju? Żeby nikt z nikim nie walczył? Nie toczył wojny, jawnej lub ukrytej?
Jezus powiedział do swoich uczniów: "Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka".
To truizm i banał, że pokój, który daje Jezus, nie jest prostym brakiem wojny. Ale trzeba go mimo to powtarzać. Trzeba przypominać, że Jezusowy pokój oparty jest na odrzuceniu strachu. Człowiek, który jest pełen trwogi i lęku, nie potrafi żyć w pokoju.
Jan Paweł II powtarzał od pierwszych chwil swego pontyfikatu: "Nie lękajcie się". Był wielkim przeciwnikiem wszelkich wojen. Był na pewno człowiekiem pokoju. Ale on się nie bał. Bo zaufał swemu Bogu.
Królowa Matka
"W kazaniach czy tekstach drukowanych na święto NMP Królowej Polski trudno napotkać nawiązanie do jedynej perykopy, w której Chrystus wypowiada się o swej królewskiej godności (pytany przez namiestnika cesarskiego wyznał, że jest królem, ale nie takiego królestwa, jakie istnieją na świecie; J 18, 36-57)" - napisał w "Tygodniku Powszechnym" profesor historii Kościoła ks. Jan Kracik. Ale też nie ten sugerowany przez niego fragment Ewangelii jest odczytywany w polskich świątyniach 3 maja.
To zastanawiające, że w uroczystość tak radosną, jak oddawanie czci królowej, Kościół prowadzi nas na Golgotę, pod krzyż. Po to, abyśmy usłyszeli słowa Jezusa skierowane do Maryi i do jednego z uczniów. "Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: „Niewiasto, oto syn Twój”. Następnie rzekł do ucznia: „Oto Matka twoja”" - zapisał Jan Ewangelista.
"Wielka Boga Człowieka Matko, Najświętsza Dziewico. Ja, Jan Kazimierz, za zmiłowaniem Syna Twojego, Króla królów, a Pana mojego i Twoim miłosierdziem król, do Najświętszych stóp Twoich przypadłszy, Ciebie dziś za Patronkę moją i za Królową państw moich obieram. Tak samego siebie, jak i moje Królestwo polskie, księstwo litewskie, ruskie, pruskie, mazowieckie, żmudzkie, inflanckie, smoleńskie, czernichowskie oraz wojsko obu narodów i wszystkie moje ludy Twojej osobliwej opiece i obronie polecam, Twej pomocy i zlitowania w tym klęsk pełnym i opłakanym Królestwa mojego stanie przeciw nieprzyjaciołom Rzymskiego Kościoła pokornie przyzywam" - wołał król Jan Kazimierz 1 kwietnia 1656 roku. I naskładał sporo obietnic, w tym coroczne świętowanie tego dnia, "kiedy za przepotężnym pośrednictwem Twoim i Syna Twego wielkim zmiłowaniem, nad wrogami, a szczególnie nad Szwedem odniosę zwycięstwo".
Jezus przynajmniej raz w Ewangelii mówi, że jest królem. W całym Piśmie świętym nie ma tekstu, który by wprost mówił o królewskim tytule Najświętszej Maryi Panny. A jednak 22 sierpnia w kalendarzu liturgicznym jest wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Królowej, wprowadzone przez papieża Piusa XII encykliką "Ad caeli Reginam" (Do Królowej niebios), wydaną 11 października 1954 r., w setną rocznicę ogłoszenia dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Maryi. A jednak ojcowie Soboru Watykańskiego II w Konstytucji dogmatycznej o Kościele "Lumen gentium" napisali: "Niepokalana Dziewica, zachowana wolną od wszelkiej skazy winy pierworodnej, dopełniwszy biegu życia ziemskiego z ciałem i duszą wzięta została do chwały niebieskiej i wywyższona przez Pana jako Królowa wszystkiego, aby bardziej upodobniła się do Syna swego, Pana panującego oraz zwycięzcy grzechu i śmierci". A jednak w zatwierdzonych przez Kościół dawno temu modlitwach, takich jak "Salve Regina", Litanii Loretańskiej i wielu innych, Maryja nazywana jest królową.
Maryja nie tworzy swojego królestwa. Jest królową, bo Jej Syn jest królem. Jest królowa w królestwie swojego Syna. To nie my ustanowiliśmy Ją królową. My tylko prosimy, aby zechciała królować również nam.
3 maja, w uroczystość Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski, Kościół stawia nam przed oczy nie wielką władczynię, która oczekuje od nas zaszczytów i oddawania czci. Stawia nam przed oczy Matkę, która wskazuje na swego Syna, jako króla. Królowa Polski, to Matka pod krzyżem. Matka, która słyszy od swego Syna, umierającego dla naszego zbawienia, że Jego uczniowie są Jej synami. Ale taż Matka, którą Jezus powierza swoim uczniom. Po to, aby wzięli Ją do siebie i słuchali tak, jak się słucha matki. Królowej Matki.
Nowe
Powiedzmy sobie to jasno od razu: przykazanie miłości obowiązywało już w czasach Starego Testamentu. Przecież przykazanie "Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą" można znaleźć w Księdze Powtórzonego Prawa. A przykazanie "Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego" w Księdze Kapłańskiej. Cała słynna rozmowa, w której jest mowa o największym przykazaniu, to przecież tylko przypominanie tego, co już zostało powiedziane.
Co więc jest nowego w przykazaniu, które dał Jezus swoim uczniom w czasie Ostatniej Wieczerzy po wyjściu Judasza? "Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali". Czy chodzi o słowo "wzajemnie"?
W serwisie zapytaj.com.pl pojawiło się pytanie: "wzajemnie czy nawzajem? Chodzi o odpowiedź na życzenia, np. "wesołych świąt". Obojętnie czy powiem "nawzajem" czy "wzajemnie" czy to jakaś różnica? W dzieciństwie ktoś mi kiedyś zwrócił na to uwagę, ale nie pamiętam o co tak naprawdę chodziło, a poza tym nie uważałam tej osoby za wyrocznię" - zgłosił ktoś swój problem. Generalnie dowiedział się, że wzajemnie i nawzajem, to to samo.
Według słownika "wzajemnie", to "jeden drugiego, jeden drugiemu". Takie wyjaśnienie kojarzy się ze słowami Jana Pawła II o solidarności, wygłoszonymi na polskim Wybrzeżu. "Solidarność – to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu" - mówił Papież.
Czy w sformułowaniu "Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego" nie jest ukryta zasada wzajemności?
Nie we wzajemności zawarta jest nowość przykazania, które Jezus dał swoim uczniom jako swój testament, podczas ostatniego spotkania przed męką, śmiercią i Zmartwychwstaniem. Chodzi o coś innego. Chodzi o to, jaka ma być ta wzajemna miłość. "Tak jak Ja was umiłowałem" - mówi Jezus. I tu jest cała tajemnica nowości. Jego miłość do nas nie ma w sobie nic z handlu. Nic z interesowności. Jest miłością bez warunków i granic.
"Popatrzcie, jak oni się miłują" - mówili ludzie dwa tysiące lat temu na widok chrześcijan i przychodzili, aby się do nich przyłączyć. Czyli pierwsi chrześcijanie realizowali dokładnie to, co powiedział Jezus: "Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali".
Czy dzisiaj ludzie patrząc na nas, chrześcijan, przychodzą ujęci naszą miłością, aby się do nas przyłączyć? Czy raczej my, zmęczeni brakiem miłości, szukamy pretekstów, aby odejść?
Nie chcę wiele
Właściwie to jest rodzaj handlu. Transakcja. "Słuchaj, nie chcę wiele. Zrób dla mnie tylko tę jedną rzecz, a to mi wystarczy i dam ci spokój. Będziemy kwita. To przecież w sumie korzystny dla ciebie układ. Trochę wysiłku i problem z głowy. Więc jak, dogadaliśmy się? Ale pamiętaj, musisz to zrobić. Bo w przeciwnym razie cała umowa na nic. I wszystko zacznie się od nowa. A tego przecież nie chcesz ty, ani nie chcę ja, prawda?".
Tego typu układy są dość powszechne. Pokazują dobrą wolę każdej ze stron. Tej, która uważa, że ma prawo stawiać wymagania i tej, która została przekonana, że musi je wypełniać. Wymagający ogranicza swoje oczekiwania, a zobowiązany zyskuje nadzieję, że stosunkowo niewielkim wysiłkiem zaspokoi czyjeś roszczenia. Tak bywa na przykład między niewypłacalnym dłużnikiem a jego wierzycielem. Wierzyciel, który stracił nadzieję na odzyskanie całej kwoty, zadowala się przynajmniej jej częścią, a dłużnik wreszcie się od niego uwalnia. Tak bywa między zmęczonym brakiem wychowawczych sukcesów rodzicem, a rozwydrzonym nastolatkiem. Rodzic zyskuje minimalną satysfakcję, że jego potomek jednak jest w stanie wykonać jakieś polecenie, a młody przekonanie, że niewielkim kosztem osiągnie stan, w którym nikt nie będzie się go czepiał.
"Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście" - powiedział Jezus do swoich uczniów. A na to Filip: "Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wy starczy".
Na pozór Filip nie chciał wiele. Zaproponował właściwie drobnostkę. I złożył obietnicę, że jeśli Jezus to zrobi, oni już będą w Niego i Jemu wierzyli. Zaraz przychodzi na myśl inny Apostoł. Ten, który powiedział: "Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę". Też nie chciał wiele za swoją wiarę.
Czy moja wiara jest na sprzedaż? Czy naprawdę Bóg, aby zyskać moje zawierzenie, musi zrobić coś, co mnie usatysfakcjonuje i mi wystarczy? A co będzie, jeśli po jakimś czasie dojdę do wniosku, że to jednak było za mało i wysunę kolejne żądanie?
Droga
"Wiesz, jak tam dojechać?". "Nie wiem, ale mam GPS-a".
Kiedyś (jeszcze bardzo niedawno) człowiek, który wybierał się w podróż do jakiegoś konkretnego celu, starał się poznać drogę, którą ma przebyć. Starał się jak najwięcej dowiedzieć o trasie, która go czekała. Ustalał, którędy powinien wędrować, gdzie skręcić w lewo, gdzie w prawo, a gdzie iść prosto. Rysował sobie w głowie lub na papierze mapę, na której zaznaczał drogę. Dzisiaj coraz częściej po prostu wsiada w samochód, wpisuje w GPS-a nazwę miejscowości, do której się wybiera i wyrusza przed siebie, kierując się wskazówkami urządzenia.
"System GPS działa dzięki 24 satelitom. Po 4 satelity znajdujące się na każdej z 6 orbit poruszają się na wysokości ponad 20 tysięcy km. Wysokość ta pozwala na korzystanie z systemu GPS nie tylko odbiornikom zlokalizowanym na Ziemi, ale również sputnikom. Orbity, nachylone do płaszczyzny równika pod kątem 55 stopni „oplatają" całą Ziemię. Satelity jednokrotnie okrążają Ziemię w ciągu 12 h" - czytam w internecie po wpisaniu w wyszukiwarkę pytania "Jak działa GPS?" i niewiele z tego rozumiem. "Pozycja odbiornika jest określana na podstawie różnicy czasów w których zostały wysłane dane z satelity. Przy odbiorze z trzech satelitów system jest w stanie określić położenie odbiornika z bardzo dużą dokładnością. Nowsze modele mają możliwość ostrzegania przed korkami ulicznymi czy o wysokości nad poziomem morza".
Czy to urządzenie zna drogę?
"Znacie drogę, dokąd Ja idę" - powiedział Jezus do swoich uczniów. Powiedział to zachęcając tych, którzy wierzą w Boga, by wierzyli również w Niego. I zapowiadając, że odejdzie i przyszykuje im miejsce, a potem wróci i zabierze ich do siebie.
"Panie, nie wiemy dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?" - powiedział z cała szczerością Tomasz, ten sam, który potem nie będzie chciał wierzyć w Jego zmartwychwstanie.
No tak. Nawet w GPS-a trzeba wpisać cel, do którego chce się dotrzeć. Żeby znać drogę, trzeba wiedzieć, dokąd się zmierza.
Czy wiem, dokąd chcę dotrzeć? Muszę to wiedzieć, żeby zrozumieć, o co chodzi w słowach Jezusa: "Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie".
Ukojenie
"- Jaką firmę można uznać za chrześcijańską?
- Właściciel nie powinien mieć w przeszłości poważnego konfliktu z prawem. Dzisiaj przy rejestracji spółki nie pyta się o takie sprawy. To błąd. Nie chciałabym prowadzić interesów z taką osobą. Niedopuszczalne jest też niewypłacanie wynagrodzeń pracownikom albo zatrudnianie ich na czarno. Rzecz jasna dyskwalifikuje również handlowanie pornografią lub brutalnymi grami komputerowymi.
- To spore ograniczenia. Trudno być chrześcijańskim przedsiębiorcą.
- W uczciwych interesach chrześcijańska moralność pomaga, a nie przeszkadza" - to fragment rozmowy dziennikarza "Rzeczpospolitej" Marcina Rafałowicza z Hanną Zaborowską ze Stowarzyszenia Chrześcijańskich Przedsiębiorców. Rozmowy, która jest komentarzem do informacji o stworzeniu chrześcijańskiego, ewangelicznego indeksu giełdowego.
"Niech mi ksiądz wytłumaczy, dlaczego życie człowieka wierzącego musi być takie ciężkie? Niewierzący mają w tylu sprawach łatwiej i prościej". "Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo" - odpowiedział ksiądz, posługując się dość częstym wśród dzisiejszych katolików argumentem.
Oj, chyba ksiądz nie doczytał. Albo zapomniał. Ktoś obiecywał, że będzie słodko i lekko
"Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie" - to przecież słowa Jezusa! Chrześcijaństwo, katolicyzm, nie jest ze swej istoty kulą u nogi, którą w imię przyszłych korzyści trzeba z cierpiętniczą miną taszczyć ze sobą przez całe życie. Wiara nie utrudnia życia. Prawdziwa, głęboka wiara, ułatwia życie!
Ale schemat myślowy jest taki, jak w cytowanej wyżej rozmowie. Jeśli jakieś zasady, reguły, system wartości, to od razu widziane jako ograniczenia i utrudnienia. Na szczęście są jeszcze tacy ludzie, jak pani Hanna Zaborowska ze Stowarzyszenia Chrześcijańskich Przedsiębiorców, którzy zdają sobie sprawę, że wiara w Jezusa w życiu pomaga, nie przeszkadza. Przynosi ukojenie.
Tropiciele
W tropieniu zła był niezastąpiony. Bezbłędnie potrafił wytknąć właściwie każdemu napotkanemu człowiekowi jego słabości. Gdziekolwiek się pojawił, natychmiast przejmował inicjatywę, uświadamiając poszczególnym ludziom, co złego przeciwko nim planowali inni. Znał się jak nikt na ludzkiej naturze i wiedział, że każdy ma coś do ukrycia. Był konsekwentny i nieustępliwy. Drążył tak długo, aż wykrył słabe punkty wszystkich, z którymi się stykał. potem mówił: "Nie udawaj kogoś lepszego, niż jesteś. Nie okłamuj innych i samego siebie. Przyznaj, że jesteś złym człowiekiem". Swoim uporem (on nazywał to konsekwencją) w wyszukiwaniu nawet najmniejszych przejawów zła, wywoływał u jednych przestrach, u innych niedowierzanie, a u niektórych podziw. Widzieli w nim mistrza i nauczyciela w zwalczaniu zła tego świata. Chcieli uczestniczyć w jego misji oczyszczania świata z grzechu.
Nie brak dziś na świecie ludzi, którzy lekceważą zło. W wielu kręgach i środowiskach panuje moda na pobłażliwość, ignorowanie zasad, "depenalizację" itp. Na drugim krańcu są ci, którzy czuja się przez zło osaczeni, otoczeni, zagrożeni. Boją się, że ostatecznie zło zdominuje wszystko, a więc zwycięży. Dlatego toczą z nim nieustanną wojnę. Nie tylko ze złem, ale z całym światem, który w ich oczach jest domeną zła. Mają na to tysiące dowodów i argumentów. Nie mają wątpliwości: świat, a także większość zamieszkujących go ludzi, zasługują na potępienie. Ich wyrok jest nieodwołalny. Nie ma apelacji.
"Ja przyszedłem na świat jako światło, aby każdy, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności. A jeżeli ktoś posłyszy słowa moje, ale ich nie zachowa, to Ja go nie sądzę. Nie przyszedłem bowiem po to, aby świat sądzić, ale by świat zbawić" - powiedział Jezus.
Według wielu teologów to my sami osądzimy się stając przed obliczem Boga. Nie będzie procesu, oskarżyciela, obrońcy, ławy przysięgłych i ogłoszonego przez Jezusa wyroku. Stając wobec Jego światła ujrzymy siebie w prawdzie, której nie da się niczym zasłonić ani zafałszować. Sami będziemy wiedzieli, jaka jest nasza wieczność. Na co zasłużyliśmy.
Co prawda wiemy, że Jezus mówił "nie sądźcie", ale tak trudno z tego zrezygnować. Wytykanie innym zła jest przecież o wiele łatwiejsze niż troszczenie się o ich zbawienie. A dodatku można udawać, że to to samo.